by Ludwik C. Siadlak on January 1, 2010
Witajcie w Nowym Roku
Zacznijmy od spraw organizacyjnych.
- Maciek, w swoim komentarzu do postu o Personal Development Quotes zaproponował, by zorganizować to tak, by każdy cytat przychodził do Czytelnika o określonej porze (np. 6 czy 7 rano) SMS-em. Pomysł jest całkiem ciekawy, ale zanim zajmiemy się jego realizacją, warto wiedzieć jak Wam podoba się taka idea. Tutaj jest szybka ankieta na ten temat (nie wymaga rejestracji, wystarczy kliknąć).
Całość udostępniana byłaby Czytelnikom Personal Development oczywiście za darmo.
- Personal Development Quotes przeszły pewien rodzaj reinkarnacji. Techniczne rozwiązanie (tumblr) okazało się niewystarczające dla naszych potrzeb, więc całość została przeniesiona na optymalny Wordpress. Dla zachowania KISS, stare cytaty nie zostały skopiowane – dzięki temu “rozpoczynamy” projekt 01.01.2010
- Nie musicie zmieniać adresu feedu RSS dla PDQ – http://feeds.feedburner.com/PersonalDevelopmentQuotes jest OK.
- Część z Was już zauważyła, że na dole tej strony pojawił się nowy pasek. Na razie testujemy to rozwiązanie, ale dzięki niemu będzie można w łatwy sposób zorganizować spotkania Czytelników tego blogu – nie tylko w wersji live, ale również online!
Aby korzystać z pełni możliwości jakie oferuje ten pasek możecie już teraz zarejestrować się w usłudze Meebo – więcej szczegółów wkrótce.
- Na dolnym pasku pojawiła się również opcja “Zaproponuj temat” – teraz na naszym forum dyskusyjnym możecie dzielić się swoimi lifehackami i poruszać tematy o których chcielibyście przeczytać na łamach tego blogu.
Najlepsze kąski mamy oczywiście na końcu:
- Noworoczny konkrurs! – Jego szczegóły zostaną opublikowane w najbliższym tygodniu, do wygrania nagrody od Briana Tracy’ego i koszulki z logo Personal Development, a żeby było jeszcze bardziej interesująco to Wy ustalacie zasady konkursu! Szczegóły wkrótce (hint: potrzebne Wam będzie konto na flaker.pl)
Te tematy będą się jeszcze przewijać na tym blogu, ale na koniec tego wpisu chcę życzyć Wam wspaniałego roku, kiedy pokonacie swoje limiting-beliefs, zaczniecie oddychać pełną piersią i realizować swoje marzenia ciesząc się każdą przemijającą chwilą.
Pozdrawiam serdecznie
Ludwik
Your success and happiness lies in you.
—Helen Keller
Technorati Token: YWFAY8RXTEVJ
by Ludwik C. Siadlak on December 5, 2009
Różnymi kanałami* spływały do mnie ostatnio informacje, że fragmenty wypowiedzi specjalistów zajmujących się rozwojem osobistym wpływają na Was tak pozytywnie jak na mnie, postanowiłem wystartować mały side-project dla tego blogu, gdzie będą znajdować się wyłącznie te teksty, które mogą stanowić niezły pozytywny impuls w codziennej pracy.
Idea jest bardzo prosta – nowy blog, na którym codziennie pojawiać się będzie jeden, bardzo krótki, motywujący wpis.
Blog jest możliwie minimalistyczny, możecie już teraz odwiedzić go pod adresem
http://PersonalDevelopmentQuotes.experiencedcreativity.com**
i zasubskrybować – za pomocą feedu RSS lub bezpośrednio na skrzynkę mailową.
Blog jest tak ustawiony, że nowe wpisy będą pojawiać się codziennie, nawet kiedy ja sam jestem offline – a tak będzie przez cały najbliższy weekend
Do zobaczenia na PDQ!
——
* – Mam tu głównie na myśli wiadomości, które dostawałem od Was w sieciach blip, flaker, twitter i facebook. Dziękuję!
** – Dla ułatwienia dodałem również alias http://cytaty.personaldevelopment.pl
by Ludwik C. Siadlak on November 29, 2009
Autorem postu o pragnieniach i motywacji do ich zrealizowania jest Aneta Matyjaszek – trener umiejętności psychospołecznych. Zapraszam do lektury.
Często jest tak, że narzekamy na pracę, na zarobki, na warunki. I co? I nic. Równie często nic nie robimy, aby to zmienić. Powodów jest co najmniej kilka (np.
własne kompleksy), najważniejszy wydaje mi się jednak problem braku odpowiedzi na jedno z podstawowych pytań, które powinniśmy sobie zadać, a brzmi ono:
Czego pragnę?
Niedawno, będąc w herbaciarni, wdałam się w rozmowę z „ekspedientką” (trudno ją tak określić, bo cały dialog wykraczał daleko poza sprzedawanie). Opowiedziała mi o sytuacji, kiedy pewna studentka chciała kupić jakąś herbatę. Ponieważ nie mogła się zdecydować i właściwie sama nie wiedziała czego chce, zirytowana kobieta ofuknęła ją:
„Skoro nie potrafi pani wybrać herbaty, to jak pani dokonuje wyborów w życiu?!”.
Sytuacja może nieco przerysowana, ale zahacza o coś fundamentalnego, co zawarte jest w pytaniu:
Czego tak naprawdę pragnę?
Odpowiedź na nie określa kierunek naszego działania.
W księgarniach leżą sterty książek o tym, jak osiągnąć sukces, jak być szczęśliwym itp. Jednak dopóki nie uświadomimy sobie odpowiedzi na to pytanie, będziemy tylko próbowali ślepo wprowadzać w życie „cudowne recepty”. Kolejną ważną sprawą jest determinacja. Najprościej określą ją pytanie:
Jaką cenę jestem w stanie zapłacić za zrealizowanie tych pragnień?
Jeśli nie robimy nic, aby zrealizować swoje marzenia, być może nie mamy jeszcze tak naprawdę dość dotychczasowej sytuacji. W tym momencie pojawia się kolejne pytanie:
Co musi się stać, abym coś zaczął(a) zmieniać?
Ostatnio wstrząsnęła mną informacja o tym, że jakaś nauczycielka popełniła samobójstwo, bo nie mogła sobie poradzić z wymaganiami dyrekcji dotyczącymi przestrzegania instrukcji, regulaminów, pisania sprawozdań itp. Jest to bardzo jaskrawy przykład na to, co się dzieje, kiedy tkwimy w kiepskiej sytuacji i biernie jej się poddajemy.
Śmierć tej kobiety spowodowała bunt nauczycieli i usunięcie dyrekcji ze stanowiska. Pytanie jednak, czy cena za tę zmianę nie była zbyt wysoka…
Myślę jednak, że nie warto czekać na taki rozwój wypadków. Choć brzmi to trochę jak banał, ale uświadomienie sobie swoich marzeń, pragnień i wejście na drogę do ich realizacji sprawia, że śmiało możemy przyznać sobie punkty chociażby za odwagę 
Jaką cenę zapłaciliście lub jesteście w stanie zapłacić za zmiany (na lepsze, oczywiście:) w Waszym życiu?
Napisałam tu o podstawowych rzeczach, ale może podzielicie się na forum konkretnymi przykładami?
by Ludwik C. Siadlak on November 18, 2009
Systemów efektywnej realizacji swoich planów jest już mnóstwo. Niektóre mają złożone nazwy, inne są opisane skomplikowanym językiem, wiele z nich obiecuje w “czarodziejski” sposób sprawić, że nasza produktywność wzrośnie o 150%.
Z pewnością niektórzy znajdują w nich coś co im bardzo odpowiada, ja jednak chciałem zebrać wszystkie te rady, porady i techniki w jedną całość, którą można streścić w postaci jednej, dość czytelnej ilustracji – dwóch rowerzystów, pokonujących tę samą trasę, ale wybierających różne punkty startowe:

Wzniesienia, to oczywiście nasze wyzwania – te zadania, którym musimy na codzień stawiać czoła. Im wyższe wzniesienie, zabranie się do pracy jest oczywiście najtrudniejszym zajęciem, ale kiedy osiągamy punkt kulminacyjny, reszta idzie już “z górki” (dosłownie!!
).
Wyobraźcie sobie teraz tych dwóch rowerzystów – pierwszy z nich wybrał trasę na której na początku musiał pokonać największą przeszkodę. Zajęło mu to oczywiście sporo czasu, dlatego drugi (który zaczął od “rozgrzewki” na mniejszej przeszkodzie) jest już wyraźnie “dalej”.
Teraz wyobraźmy sobie co się stanie w kiedy nadejdzie ten kryzysowy moment w ciągu dnia, kiedy początkowa euforia związana z wykreślaniem kolejnych pozycji na liście ToDo znika i pojawia się pierwsze zmęczenie.

Drugi rowerzysta jest bliżej celu, ale ma przed sobą jeszcze jedno, ostatnie zadanie, o którym wiedział od samego początku i którego najbardziej się obawiał.
Pierwszy natomiast, ma to zadanie już dawno za sobą (zarówno pod kątem faktycznej realizacji, ale też “obciążenia” emocjonalnego!) a ostatnie zadanie jakie przed nim stoi jest wręcz banalne – szczególnie w porównaniu z tym, które wykonał na początku.
Jak myślicie, który z nich zrezygnuje i podda się zanim dotrze do mety?
W kwestiach produktywności i efektywności jest kilka zasad, które są opisane na setki sposobów w różnych książkach omawiających ten temat. W czytelny sposób można je opisać np. tak:
- Zrób listę zadań, jakie masz zrealizować w ciągu dnia.
- Oznacz gwiazdką to, które wymaga najwięcej pracy.
- Najpierw zrób to, co najmniej przyjemne lub najtrudniejsze (czyli w pkt 2 wybierz to zadanie, które z którym czujesz się mniej komfortowo! Łatwo można się samemu oszukać, nazywając najtrudniejszym to zadanie, które wcale nie jest takie nieprzyjemne
)
- Nie rób niczego innego dopóki nie skończysz zadania z punktu 2
- Nie rób niczego innego dopóki nie skończysz zadania z punktu 2
- Nie rób niczego innego dopóki nie skończysz zadania z punktu 2!!!
- Teraz bardzo satysfakcjonująca część
– kiedy zrealizujesz najbardziej wymagające zadanie, natychmiast wykreśl je z listy grubym markerem.
- Przejrzyj jeszcze raz swoją listę zadań.
- Wróć do punktu 2.
- Daj sobie nagrodę za zrealizowanie całego planu dnia.
Punkt 10 jest niemal tak istotny jak pkt 3, ale o tym innym razem.
Przy okazji: którą drogę w praktyce wybieracie na codzień?
by Ludwik C. Siadlak on October 26, 2009
Kilkukrotnie dyskutowaliśmy już na tym blogu zalety wczesnego wstawania. Teraz pojawia się dodatkowy impuls, dzięki któremu w łatwy sposób możecie dołączyć do grupy earlyriserów.
Jaka jest różnica między “normalnym” wczesnym wstawaniem, a tym, które wykorzystuje zmianę czasu?
Niewielka, ale z punktu widzenia efektywności – robiąca dużą pozytywną różnicę.
Zmianę czasu (z letniego na zimowy) można wykorzystać na generalnie 2 sposoby:
- Wylegiwać się w łóżku o godzinę dłużej przez pierwsze kilka dni, poczym przyzwyczaić organizm do nowego trybu i dalej wstawać jak zwykle
- Uznać, że zmiana czasu dotyczy wszystkich innych ludzi, ale nie Was. Wstawać o zwykłej porze (niezależnie od tego jaka to pora – 6, 7 czy 8), ale cały czas wg. letniego czasu. W ten sposób bez żadnego dodatkowego wysiłku zaczniecie wstawać o całą godzinę wcześniej!
Jeśli będziecie stosować się do kilku łatwych technik, które opisywałem na końcu postu “Wczesne Wstawanie: Ostateczne Starcie” (zwróćcie szczególną uwagę na pierwszy element listy tips&tricks – czas wstawania jest raczej stały, ale pora kiedy należy się położyć jest już bardziej płynna – przesiadywanie przed [tu wstawcie dowolne zajęcie, które w bezproduktywny sposób przedłuża Wasze wieczory
] do późna nie pomoże w osiągnięciu założonych celów. Organizm w dość czytelny sposób daje znać o tym, że potrzebuje wypoczynku – wystarczy nauczyć się je rozpoznawać i reagować na nie w sposób jakiego nasze ciało od nas oczekuje.
by Ludwik C. Siadlak on October 6, 2009
Jim Rohn, jeden z najbardziej znanych na świecie filozofów biznesu, a zarazem praktyków motywacji i rozwoju osobistego, to postać której raczej nie trzeba przedstawiać. (Niewiele osób wie jednak, że Tony Robbins, zanim osiągnął swój sukces i międzynarodowe uznanie, był uczniem właśnie Jima Rohna i zajmował się m.in. sprzedażą biletów na jego seminaria)
W ubiegłym roku, w Teksasie, odbyła się kolejna edycja Success Symposium. Dla Jima Rohna było to pierwsze sympozjum w jego życiu, na które nie mógł przybyć – przyczyniły się do tego względy zdrowotne (Jim ma 78 lat!). Organizatorzy dostali jednak od niego prezentację, która została wyświetlona tuż przed zestawioną na szybko telekonferencją ze szpitalem, w którym się znajdował.
Prezentacja jest o tyle istotna, że pośród wielu motywacyjnych nagrań video stanowi ona kwintesencję… z resztą, zobaczcie sami:
Gosia pokazała jakie nagrania wprawia ją we właściwy nastrój. Orest podawał swoje przykłady na tym blogu. To samo zrobił Hubert w jedym ze swoich komentarzy. Każdy z nas ma swoje własne metody na szybki boost motywacyjny.
Tę prezentację oglądam praktycznie raz w tygodniu. Dlatego interesuje mnie co Was motywuje, uspokaja i napawa pozytywną energią?
Możemy stworzyć tutaj małą bazę materiałów, po które zawsze będzie można sięgnąć gdy zajdzie taka potrzeba (zatem linki do artykułów, zdjęć i nagrań video są bardzo mile widziane!
by Ludwik C. Siadlak on October 4, 2009
Tim Ferriss, w swoim 4-hour work week pisze, że uprawianie multitaskingu (wykonywanie wielu czynności jednocześnie) bardziej uszkadza naszą inteligencję niż palenie marihuany.
Wielu guru rozwoju osobistego również zaleca stosowanie zasady jednej rzeczy na raz, która ma w efekcie przynieść większe rezultaty. Oczywiście, ma to swoje dobre strony i łatwiej jest nam dzięki temu dodawać kolejne zajęcie np. do porannego rytuału. Niemniej teraz, kiedy zbliża się jesień – czas relatywnie nieciekawej pogody – stajemy przed wyborem: wstać czy nie wstać.
Jeśli Waszym celem jest zbudowanie porannego rytuału zbudowanego z kilku punktów, np: medytacji, ćwiczeń, prysznica i czytania, to możecie faktycznie skorzystać z podpowiedzi one-habit-at-time albo ułożyć plan porannych zajęć w taki sposób, że jedno zajęcie będzie niemal samoczynnie wynikać z drugiego.
Po kilku latach wczesnego wstawania pobudka o 500 nie stanowi już większego problemu. Jesień, szczególnie ta spędzana w Polsce, czasem stara się jednak utrudniać to zadanie
Jak sobie z tym poradzić? “Blokowanie” porannych zajęć i stworzenie z nich jednej spójnej całości (tak jak w przypadku “blokowania” innych działań w ciągu dnia) powoduje, że wcześnie rano, kiedy pora już wstać, stajemy w obliczu straty nie jednej rzeczy, ale całego ich zestawu.
Na myśl przychodzi mi stara, bardzo stara anegdota o mężczyźnie, któremu w szalecie miejskim, do muszli klozetowej wpadła złotówka. Mężczyzna, skonsternowany, patrzył na monetę leżącą głęboko pod powierzchnią wody. Po chwili wyciągnął z kieszeni dwie dwuzłotówki i również wrzucił je do toalety. Zakasał rękawy i powiedział do siebie – “Po złotówkę nie, ale po pięć złotych już warto się umoczyć”.
Dorzućcie tę parę złotych do swojego porannego rytuału a zobaczycie jak pomocny będzie ten “strach” przed stratą całej sumy.
by Ludwik C. Siadlak on September 10, 2009
Prawo Przyciągania – już od dawna znane jako Law of Attraction, od niedawna szeroko dyskutowane jako The Secret.
W trzeciej części tej powieści, która w istotny sposób ruszyła poziom czytelnictwa wśród nastolatków (niestety, coraz rzadziej sięgających po książki), tytułowy bohater ochronił się przed nie lada kłopotami poprzez wywołanie swojego Patronusa:
Remus Lupin tak uczy Harry’ego Pottera techniki wywołania tego efektu:
A Patronus is a kind of positive force, and for the wizard who can conjure one, it works something like a shield, with the Dementor feeding on it, rather than him. In order for it to work, you need to think of a memory. Not just any memory, a very happy memory, a very powerful memory… Allow it to fill you up… lose yourself in it… then speak the incantation “Expecto Patronum”
Czy tylko ja mam wrażenie, że autorka w świetny sposób przemyca czytelnikom sposób na osiągnięcie swoich celów przy pomocy pozornie zewnętrznej siły, która istnieje wyłącznie w nas samych?
by Ludwik C. Siadlak on August 28, 2009
Autorem postu o tym co robić gdy “zabraknie chęci” jest Orest z orest.tabaka.eu. Orest pisze o sobie “jestem zwykłym 23-letnim chłopakiem pasjonującym się tym wszystkim”. Zapraszam do lektury.
Bywa czasem tak, że coś bardzo byśmy chcieli, ale nie na tyle, aby się za to zabrać.
- Pobiegałbym, ale nie chce mi się wstać od komputera.
- Poprowadziłbym tę prezentację na studiach, ale nie chce mi się jej przygotowywać.
- Wysłałbym CV do “tej” firmy, by w końcu zmienić pracę, ale…
Znamy to, nie?
Jesteśmy wtedy w sytuacji, w której chcemy na tyle, że zaprząta to naszą głowę, ale nie na tyle, aby podjąć odpowiednie działania. Takie dręczące uczucie im dłużej pielęgnowane tym większą frustrację powoduje. A że człowiek szybko się dostosowuje, to okazuje się, że taki stan “niewystarczającej chęci” stanie się dla nas naturalny i będziemy torpedować każdy, nawet genialny pomysł. Znamy takich ludzi, co to zrobiliby nie wiadomo co, ale jakoś im się nie chce
A czasem jak już uda się im zabrać, to robią to jak na odczepnego.
Jakieś 10 lat temu oglądałem nasz narodowy wyścig kolarski Tour de Pologne. Podczas jednego z górskich etapów Cezary Zamana niesamowicie doginał na podjazdach. Tego dnia chciałem pojeździć, ale za mało, aby wyjść. Samo oglądanie dało mi takiego kopa, że tuż po relacji w TV, będąc brzdącem na składaku wybrałem się na działkę… na starcie wyprzedziłem 20-paro letnich chłopaków na góralach, którzy widząc wyprzedzającego ich dzieciaka próbowali mnie dogonić… nie dali rady przez całą moją 3-kilometrową trasę
3 lata temu po obejrzeniu jednego z niesamowicie ciężkich etapów górskich Giro d’Italia (“drugi z największych kolarskich wyścigów świata” – Wikipedia) byłem na treningu z grupą znajomych. Jeden z kolegów od zawsze był zdecydowanie lepszy ode mnie. Tego dnia, mając w głowie obraz kolarzy zaciskających zęby, napinających mięśnie i doginających po niesamowicie stromych serpentynach, na jednym z ciężkich podjazdów trzymałem się koła mojego kolegi i bach! w ostatnim momencie zaatakowałem zdobywając “naszą wirtualną premię górską”. Kolega się dziwił i ja się dziwiłem, jak to było możliwe
Oglądanie osób, które robią coś naprawdę na wysokim poziomie, a co my byśmy chcieli zrobić da nam niezłego kopa. Chcesz coś zrobić, ale nie na tyle, żeby się za to zabrać? Popatrz jak inni robią to w iście mistrzowskim stylu. “Natychaj” się tym, poczuj jak to robią, jak dobrzy w tym są. Zainstaluj sobie ten obraz w głowie. Nie tylko najpewniej zechcesz się za to zabrać, ale zrobisz to lepiej niż myślałeś, że jesteś w stanie.
Potrzebujesz zrobić prezentację na studia, w pracy, na konferencję, ale się Tobie nie chce? Obejrzyj sobie Steve’a Jobsa prezentującego iPhona, Tonego Robbinsa mówiącego o działaniu, Kenego Robinsona mówiącego o kreatywności czy inne prezentacje. Potrzebujesz wygłosić przemówienie? Obejrzyj Oprah Winfrey na Uniwersytecie Stanford.
Chcesz wyjść pobiegać, ale nie na tyle aby się zebrać? Obejrzyj ten filmik i wgraj sobie na odtwarzacz piosenkę z tej reklamy (tytuł jest w komentarzach pod filmikiem). A może przygotowującego się Rocky’ego Balboę?
Jestem pewien, że wiesz co potrzebujesz obejrzeć. Poszukaj nagrań, filmików, muzyki, zdjęć osób, które robią to coś na naprawdę mistrzowskim poziomie i poczuj się w ich skórze. Z tego też powodu warto czytać książki o samorozwoju… nie tylko ze względu na wiedzę, ale na tego zachęcającego kopa
Do dzieła!
by Ludwik C. Siadlak on August 24, 2009
Jeśli chcemy rozmawiać o rozwoju osobistym, tak najlepiej możemy sprafrazować tytuł osiemnastej części przygód Jamesa Bonda.
“Jutro” jest pojęciem o wiele odleglejszym, niż mogłoby się wydawać. Znane wśród trenerów rozwoju osobistego powiedzenie mówi, że lata są krótkie, ale dni są długie.
Jeśli patrzymy na jutro z perpektywy lat – faktycznie jest to termin, od którego możemy wystartować nowy projekt, zacząć nowy habit czy przyjąć nowy mindset. Jeśli jednak spojrzymy na jutro z perspektywy dnia (długiego dnia!) jakim dzisiaj dysponujemy, wniosek nasuwa się sam: odkładając temat na dalszy plan tracimy różnicę wartości jaką uzyskalibyśmy zaczynając teraz!
W ostatnim poście dyskutowaliśmy temat tego jak przestać jadać w fastfoodach. Jeśli chcesz również przejść na jasną stronę mocy
możesz to zrobić na dwa sposoby:
- “Zaczynam od jutra” – pójść po raz ostatni do McDonald’s, zamówić podwójnego WieśMaca i cieszyć się mozolnej pracy jaką musi wykonać Twój organizm aby poradzić sobie z zastrzykiem chemikaliów obiecując sobie, że “to ostatni raz”.
Albo:
- “Zaczynam od wczoraj” – przypomnij sobie kiedy ostatni raz Twój organizm musiał walczyć z chemiczną żywnością serwowaną w fastfoodach. Odejmij tę datę od dnia dzisiejszego. Masz gotową liczbę dni od kiedy rozpocząłeś nowy “projekt” – i choć dopiero dziś zdajesz sobie z tego sprawę, to faktycznie ten projekt już trwa!
Oczywiście porzucenie diety w fastfoodach to jeden z przykładów, bo praktyczne zastosowanie tej koncepcji może znaleźć bardzo wiele zastosowań. Uniwersalne pytanie które można tu zastosować może przybrać np. taką formą:
Jeśli minęło już n czasu od kiedy ostatni raz to zrobiłeś – czy masz pewność, że chcesz znów wrócić do tego nawyku?
To pytanie może pojawiać się częściej niż możnaby przypuszczać - jeśli macie jednak jeszcze lepsze sposoby na pozbywanie się złych nawyków – zapraszam do dyskusji w komentarzach.