Zrozum wreszcie czym jest pewność siebie!

OK, przez ostatnie kilka sesji coachingowych przewijał mi się temat pewności siebie i mimo, że moi klienci są świetnymi ludźmi, którzy już osiągają niemałe sukcesy, a są na ścieżce, żeby osiągać jeszcze potężniejsze, to mam nieodparte wrażenie, że koncepcja pewności siebie jest w naszym społeczeństwie kompletnie nie zrozumiana.

Zanim przejdziemy do pewności siebie, wypadałoby zdefiniować pewność jako taką. Dla mnie pewność jest znaną mi granicą możliwości, która nie powoduje uszkodzenia.

Co to dokładnie oznacza? Weźmy dwa podłużne elementy – jednym z nich niech będzie metalowa rurka, a drugim drewniana listewka. Każdy z tych przedmiotów ma różne zastosowania. Te zastosowania zależą oczywiście od naszej własnej kreatywności, ale o tej możemy podyskutować przy innej okazji.

Jeśli chciałbym przenieść ogień z jednego miejsca w drugie, to wykorzystanie drewnianej listewki zdaje się być całkiem niezłym pomysłem. Metalowa rurka też mogłaby być teoretycznie do tego wykorzystana tylko trochę większym kosztem.

Z kolei, jeśli chciałbym oprzeć konstrukcję lewarka do podniesienia samochodu o tę cieniutką listewkę, to… powiedzmy, że raczej nie skończy się to zbyt dobrze. :-)

W każdym z tych przypadków, mamy pewne znane granice wynikające albo z przetestowania wytrzymałości danego przedmiotu samodzielnie, albo wynikające z tzw. zdrowego rozsądku. Granicę tę wyznacza uszkodzenie. Przy próbie podniesienia samochodu na drewnianej listewce, nastąpi uszkodzenie – listewka pęknie. Przy próbie rozgrzania metalowej rurki do poziomu, który pozwoli mi na przeniesienie ognia z jednego miejsca w drugie również nastąpi uszkodzenie, ale w tym przypadku będą to nadszarpnięte nerwy, bo wzdrygam się na samą myśl o tym ile czasu musiałoby to zająć!

OK. Jeśli przyjmiemy zatem, że pewność oznacza “znaną mi granicą możliwości, która nie powoduje uszkodzenia.” jak ma się to do pewności siebie?

Dokładnie tak samo.

Czym w takim razie nie jest pewność siebie?

  • Pewność siebie to nie jest nielimitowana wiara we własne możliwości.
  • Pewność siebie to nie jest robienie wszystkiego na co się ma ochotę bez patrzenia na innych.
  • Pewność siebie to na pewno nie jest poczucie bycia lepszym od innych ludzi.

Czym wobec tego jest pewność siebie?

Pewność siebie to jest prawdziwe wykorzystywanie swojego potencjału do granic możliwości!

Oczywiście – żeby poznać te granice trzeba je w możliwie bezpiecznych warunkach przekroczyć, żeby zobaczyć w którym miejscu następuje przełom i… uszkodzenie.

To jest trochę tak jak z jazdą na nartach czy motocyklu. Nie wiesz jak bardzo możesz się złożyć w zakręcie póki nie będziesz próbować bardziej i bardziej i jeszcze bardziej, aż się w końcu nie przewrócisz.

Mario Andretti – włoski mistrz Formuły 1, zwykł mawiać “Jeśli wydaje ci się, że wszystko masz pod kontrolą, to znaczy, że nie jedziesz wystarczająco szybko”. Musisz poczuć, że tracisz kontrolę, żeby w pełni poznać swój potencjał, bo jestem przekonany, że masz go o wiele więcej niż Ci się wydaje. Statystycznie tak wypada :-)

Kiedy już poznasz swój potencjał, zaczynasz go wykorzystywać w pełni, a to daje Ci gwarancję tego na co możesz sobie pozwolić, ale również – uwaga! – na co nie możesz.

Ja np. jestem bardzo pewny siebie. W relacjach, bo czuję się w nich bardzo dobrze zarówno ja, jak i ludzie z którymi je tworzę i utrzymuję. W coachingu, bo jestem przekonany, że robię to najlepiej jak potrafię i przynosi to oczekiwane przeze mnie efekty.

Jestem też bardzo pewnym siebie tancerzem, chociaż kompletnie nie potrafię tańczyć.

Czekaj… co?!

Tak, wszystko się zgadza. W temacie tańca znam swoje granice i wiem dokładnie na co mogę, a na co nie mogę sobie pozwolić. Jeśli moja partnerka w tańcu ma więcej niż 8 lat, to w ogóle nie podejmuję wyzwania. Wiem na co mnie stać. :-)

Kiedy zaczniesz patrzeć na siebie przez pryzmat swoich możliwości i zaczniesz je wykorzystować w 100%, pewność siebie  przyjdzie sama.

Obiecuję.

Comments { 2 }

O czym świadczy intonacja?

Mój Tato jest dyrygentem. Jednym z czołowych na polskiej scenie, a to dlatego, że szalenie wymagającym. Ostatnio słuchałem jego relacji z jednej z prób jego chóru, gdzie mówił o intonacji.

Wikipedia w ten sposób opisuje ten termin:

Intonacja – to przy użyciu określeń “czyste” lub “nieczyste” subiektywne sprecyzowanie dokładności wykonania właściwej, zapisanej w utworze muzycznym wysokości danego dźwięku. Pojęcie “intonacji” stosuje się w tym wypadku do wykonania muzyki głosem lub przez instrumenty smyczkowe i dęte.

Podczas tej wspomnianej próby, mimo swojego perfekcjonizmu w wykonywaniu muzyki – którego wymaga również od swoich śpiewaków – zarzucił im… brak koncentracji. Zaśpiewali Pater Noster Verdiego niemal doskonale. Ale dla mojego Taty to niemal przekreśla wszystko.

Nieskoncentrowani? Jak można zarzucić brak koncentracji komuś, kto daje z siebie wszytko, ma wyłączony telefon, stoi wyprostowany przed pulpitem i tylko jedną stronę nut przed sobą?

Otóż można. I wszystko sprowadza się do jednego zdania, które padło tuż po tym zarzucie:

Nie mówcie mi, że jesteście skoncentrowani. To intonacja świadczy o tym, że nie jesteście. Intonacja. Nic więcej.
Kiedy się skoncentrujecie, problem z intonacją zniknie. Kiedy nic was nie będzie rozpraszać, będziecie śpiewać czysto.

Można pracować ciężko. Tak ciężko jak to tylko możliwe, a czasem wręcz ponad ludzkie siły. Ale i tak, jak ciężko byśmy nie pracowali, to liczą się tylko efekty. “Dobrymi chęciami…” i tak dalej.

Zastanawiam się czasem, przyłapując się na robieniu rzeczy zbędnych, czy to czym w danym momencie się zajmuję nie jest właśnie taką myślą, która burzy moją koncentrację w dążeniu do intonacji doskonałej?

Tylko… czy wiesz co dokładnie jest Twoją intonacją?

Comments { 0 }

Zarządzanie czasem: 26 lifehacków [prezentacja]

Etienne Garbugli zamieścił na SlideShare prezentację, która robi się z każdym dniem coraz popularniejsza wśród moich facebookowo-twitterowych znajomych. Pro memoria, zamieszczam ją również tutaj, bo doskonale zgrywa się z tematyką tego blogu:

Dodalibyście coś od siebie, aby ją uzupełnić?

Comments { 2 }

O londyńskich bezdomnych

Ostatni weekend spędziłem ze swoją partnerką w Londynie. Odwiedziliśmy przyjaciół, kilka galerii i zobaczyliśmy premierę Traviaty w londyńskiej English National Opera (będziecie mogli przeczytać o tym więcej na wkrótce-uruchamianym przez nas projekcie KonsumenciSztuki).

Generalnie był to bardzo udany weekend, wypełniony sztuką, dobrą zabawą i jeszcze lepszym jedzeniem.

Niemniej jednak, było zimno. Zima w UK, jak wiadomo, jest czymś innym niż zima w Polsce. Brytyjczycy mają generalnie to do siebie, że temperatury poniżej 0oC są odbierne jako paraliżujące miejskie życie. Nic dziwnego – sprzętów do odśnieżania ulic jest mało, a i domy budowane są bez uwzględnienia takich spadków temperatur.

Ale nie o ciekawostkach tego rodzaju chciałem dzisiaj pisać. Chciałem zwrócić uwagę na jedną zasadniczą różnicę w podejściu ludzi do siebie nawzajem – na zasadzie kontrastu między UK a Polską.

Pomijam już fakt tego w jaki sposób odnoszą się do turystów ludzie z obsługi metra czy autobusów. Kupienie Oysterki (odpowiednik warszawskiej Karty Miejskiej czy łódzkiej Migawki) wiąże się nie tylko ze sprawnym przeprowadzeniem transakcji z wyjaśnieniem jak należy się nią posługiwać, ale życzeniem udanej wizyty w Londynie i szczerą(!) chęcią udzielenia dodatkowych informacji jeśli takich potrzebujesz. I wszystko z uśmiechem.

Co więcej, w związku z zimnem, różne służby rozdają bezdomnym koce i śpiwory, żeby ci nie zamarzli podczas nocnych przymrozków. Przechodząc przez stację metra Tottenham Court Road spotkaliśmy 2 bezdomnych. Siedzieli na ziemi, przykrywszy się tylko trochę śpiworami, żeby reszta ich powierzchni została dostępna dla ich psów – żeby te nie musiały spać na zimnych kafelkach.

Ci bezdomni byli uśmiechnięci, pobrzękując swoimi kubeczkami na drobne pytali przechodniów: “Pretty please, any spare change? Pretty please!” Jeśli ktoś nie miał niczego – a zamiast odwrócić głowę po prostu powiedział, że nie ma drobnych – odpowiadali “Not a problem! Maybe next time we meet!” (Nie ma sprawy, może następnym razem). Jeśli zaś dostali jakąś monetę – dziękując życzyli wszystkiego dobrego, udanego wieczoru, weekendu i w ogóle życia.

To jest podejście u nas niespotykane. Co więcej, kiedy mijali ich dwaj policjanci, ci również – zamiast po naszemu – wygonić ich ze stacji metra na mróz – wrzucili jednemu z nich kilka funtów do kubeczka. Co zrobił w tej sytuacji obdarowany? Nie tylko podziękował policjantom, ale wysypał ze swojego kubka ten datek, podzielił go i… połowę zaniósł swojemu koledze. To jest postawa!

Spieszyliśmy się do opery, mieliśmy ze sobą trochę drobnych, ale chcieliśmy zrobić coś więcej – wyszliśmy więc z metra, kupiliśmy klika kanapek i w – wtedy bardzo już dużym pośpiechu – oddaliśmy je bezdomnym, żeby mogli się posilić czymś wartościowym. Jak zwykle otrzymaliśmy naprawdę szczere życzenia powodzenia w życiu. Kiedy schodziliśmy na kolejny poziom, odwróciłem się jeszcze żeby zobaczyć, że jeden z nich odpakował kanapkę natychmiast i też podzielił na pół – jedną część zaczął jeść, a drugą… oddał swojemu psu.

Czy nie warto uczyć się takiego podejścia – uśmiechu i szczerej życzliwości – od spotkanych przez nas londyńskich bezdomnych?

Jeśli nie dla siebie, to chociażby po to, żeby zaprzeczyć temu co pisze się o Polsce w topowych przewodnikach turystycznych typu Lonely Planet, gdzie w rozdziale o poruszaniu się po naszym kraju widnieje zapis “[…] a uśmiech zostaw w domu, bo w Polsce uśmiechanie się do nieznajomych na ulicy jest oznaką głupkowatości” ???

(Fot. Rob Johnson)

Comments { 6 }

Monday Speedlinking – chcecie?

Na swoim trenerskim blogu Siadlak.com rzuciłem pomysł dotyczący krótkiej, bardzo zwięzłej idei Monday Speedlinking, którą zapożyczyłem ze swojej działalności w społecznościach wolnego oprogramowania przed wielu laty.

Pomysł jest uproszczony do niezbędnego minimum. Czas jest jedyną rzeczą w życiu, której nie możemy dostać w życiu na kredyt. Czytam bardzo dużo, ale oprócz książek, sporą częścią mojej codziennej lektury są wyselekcjonowane i przesiewane przeze mnie blogi i serwisy traktujące m.in. o rozwoju osobistym, który jest meritum tego blogu.

Umieściłem w tym wpisie również ankietę tak/nie, w której możecie wypowiedzieć się czy taka koncepcja 5 najlepszych, w mojej opinii, artykułów z minionego tygodnia jest dla Was atrakcyjna i chcielibyście dostawać krótkiego, zwięzłego maila z tym co warto przeczytać i czym się zainspirować w kolejnym tygodniu.

Jeśli chcecie się od razu zapisać – formularz jest już gotowy:

P.S.

Strona Siadlak.com jest cały czas w fazie przebudowy, stąd ogromny napis “Under Construction” u góry strony. Ale nie ma się czego bać – mimo robót na wysokościach nic Wam na głowy nie spadnie – obiecuję :-)

Comments { 0 }

Dwa słowa o wdzięczności

Wdzięczność, wdzięczny – m.in. «przynoszący dobre wyniki, zadowolenie» (za sjp.pwn.pl)

Na ogół, staram się nigdy nie odmawiać ludziom w potrzebie i być po prostu szczerym i dobrym człowiekiem. I taka karma przez większość czasu wraca do mnie ze zwielokrotnioną siłą (albo tak mi się wydaje, bo zawsze bardzo doceniałem rzeczy, które inni ludzie robią dla mnie :-) ).

Jednak w ciągu minionych tygodni spotkałem się z kilkoma przypadkami ludzi, którzy bardziej lub mniej świadomie zrobili mi albo niedźwiedzią przysługę, albo po prostu zawiedli moje zaufanie. Niemniej jednak, z każdym z tych ludzi łączyła mnie wcześniej relacja, która do takiej sytuacji pozwoliła doprowadzić. Bo przecież trudno jest komuś zawieść nasze zaufanie, jeśli wcześniej go nim nie obdarzyliśmy. Tak samo trudno jest komuś oddać nam niedźwiedzią przysługę, jeśli wcześniej nie daliśmy mu/jej poznać się na tyle, żeby nasz bohater chciał ją nam rzeczywiście oddawać.

Pomyślałem wtedy, że co by się nie działo, to i tak jestem do przodu. Bo zmiany wiartu w żaglach, nawet jeśli ten niespodziewany, boczny wiatr kompletnie miesza nam szyki, to tak długo jak nie doprowadzi do skrajnie krytycznej sytuacji i nie wywróci nam łódki*, to nadal płyniemy.

Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, to zrozumiałem, że to moje bardzo spokojne podchodzenie do wielu spraw życiowych (jak np. wydłużenie mojej podróży z uczelni do domu z normalnych 4 do 36(!) godzin, na co wpływ miał cały szereg okoliczności – od robót drogowych na obrzeżach Londynu, przez porządnie naćpanych Niemców w Gdańsku, po trąbę powietrzną, która porwała mojego tatę) sprawia, że mam strasznie dużo zwyczajnego luzu, który po sprawnym zareagowaniu na niespodziewane zmiany, pozwala mi na patrzenie przyjaznym okiem na ludzi, którzy jeszcze na początku tego wpisu zdawali się być czarnymi charakterami tej historii.

Hej, gdybym przez dwa lata kiedy studiowałem w Polsce nie borykał się  z naprawdę słabymi wykładowcami, to nie wygenerowałbym sobie takiego poziomu determinacji, który pozwolił mi później zajmować miejsca w aulach Oksfordu! :-)

Show must go on, więc czasem, szczególnie z jakiegoś dystansu, warto docenić ludzi, kórzy mieli realny wpływ na bieg wydarzeń. Nawet jeśli wtedy wydawało nam się, że zrobili nam dużą krzywdę.

* – Nie bardzo znam się na żeglarstwie. Alex ma więcej praktycznych przykładów z tej branży, do których warto przy okazji wrócić – polecam np. ten czy ten.

Comments { 1 }

Obarczanie przyjaciół swoimi problemami

Miałem ostatnio kilka ciekawych dyskusji n/t samotności w rozwiązywaniu swoich problemów. Niejednokrotnie zdarza nam się „ukrywać” swoje problemy przed bliskimi, żeby ich nimi nie obciążać i nie obarczać.

Mamy tu oczywiście kilka koncepcji – od samotników, którzy samodzielnie karczują ścieżki pośród gąszczy problemów które nas otaczają nigdy z nikim się nimi nie dzieląc, po emocjonalnych ekshibicjonistów, którzy o wszystkich swoich problemach mówią głośno, wyraźnie i tak żeby każdy doskonale usłyszał.

Pojawia się zatem pytanie: gdzie leży złoty środek? Jak to ze środkami bywa – po środku :-)

Czytam ostatnio dla relaksu sagę o Wiedźminie Sapkowskiego. To pierwsza beletrystyka po jaką sięgnąłem od bardzo długiego czasu i pierwsza książka w naszym rodzimym języku, bo te również dziwnym  trafem skutecznie omijają moje półki.

Tak czy owak, w trzecim tomie tejże sagi pojawił się bardzo ciekawy fragment, który wniósł świeżą perspektywę do dyskusji od wspomnienia których zaczęliśmy ten post.

Oto on:

–Prawda, byłbym zapomniał. Rady są ci zbędne, sprzymierzeńcy są ci zbędni, bez towarzyszy podróży również się obejdziesz. Cel twojej wyprawy to wszak cel osobisty i prywatny, więcej, charakter celu wymaga, byś zrealizował go sam, osobiście. Ryzyko, zagrożenie, trud, walka ze zwątpieniem muszą obciążyć tylko i wyłącznie ciebie. Bo są wszak elementami pokuty, odkupienia winy, które chcesz uzyskać. Taki, powiedziałbym, chrzest ognia. Przejdziesz przez ogień, który pali, ale i oczyszcza. Sam, samotnie. Bo gdyby ktoś cię w tym wsparł, pomógł, wziął na siebie choćby cząstkę tego chrztu ognia, tego bólu, tej pokuty, zubożyłby cię tym samym. Pozbawił należnej mu za współudział części ekspiacji, która wszak jest wyłącznie twoją ekspiacją. To wyłącznie ty masz dług do spłacenia, nie chcesz spłacać go, zadłużając się jednocześnie u innych wierzycieli. Czy rozumuję logicznie?

–Aż dziwnie, że na trzeźwo. Twoja obecność drażni mnie, wampirze. Zostaw mnie sam na sam z moją ekspiacją, proszę. I z moim długiem.

–Bezzwłocznie – Regis wstał. – Posiedź, pomyśl. A rady jednak ci udzielę. Potrzeba ekspiacji, oczyszczającego chrztu ognia, poczucie winy, to nie są rzeczy, do których rościć sobie możesz wyłączne prawo. Życie tym różni się od bankowości, że zna długi, które spłaca się zadłużeniem u innych.

Sapkowski, w tym krótkim fragmencie zawarł bardzo ważne przesłanie.

Często jest tak, że samotne przeżywanie trudnych spraw może okazać się – czasem długoterminowo – ponad nasze siły. Podzielenie się nimi z kimś bliskim może przynieść ulgę, ale wywołuje wyrzuty „obarczania” partnera czy przyjaciela problemem.

Jednak, co Regis doskonale uwypuklił w swojej finalnej kwestii, okazuje się, że niejednokrotnie dzieląc się z innymi swoim problemem nie tylko ułatwiamy sobie jego rozwiązanie, ale też dajemy partnerowi szansę na udzielenie nam tej pomocy. Pomocy, która jest odbierana nie jako „obarczenie” odpowiedzialnością za jego rozwiązanie, ale okazaniem „zaufania” – które w efekcie wpływa bardzo pozytywnie na rozwój relacji.

To ostatnie zdanie może służyć za wyjątkowo dobry przyczynek do przemyśleń. A jak to często po takich impulsach bywa – zapraszam do dyskusji w komentarzach – jak Wy radzicie sobie z trudnymi sprawami? Czy pozwalacie sobie pomóc? Czy zostawiacie je wyłącznie dla siebie?

Comments { 9 }

Czy Twój umysł przejął kontrolę nad Twoim życiem?

Well, well, well – it’s been a while :-)

Ci z Was, którzy obserwują moją aktywność na facebooku, twitterze czy blipie wiedzą, że mam teraz dość mocno wypełniony grafik, a wolny czas staram się możliwie aktywnie wykorzystywać na różne, bardzo przyjemne aspekty życia :-) Stąd długotrwała cisza na blogu, ale pora to zmienić. Wartościowymi doświadczeniami należy się dzielić a nie zachowywać je tylko dla siebie, dlatego możecie spodziewać się teraz nowych postów.

Aby nie przedłużać, zastanówcie się nad pytaniem z tytułu tego postu.

Nasz umysł, co udowadnia Eckhart Tolle w swojej książce “The Power of Now“, nie ogrania koncepcji “tu i teraz”.

Czym Kiedy jest problem?

Pamiętacie scenę z pierwszej części Matriksa, kiedy Neo budzi się na pokładzie Nabuchodonozora pytając Morfeusza:

– Where am I?
– The question is not ‘where’. It’s ‘when’.

Każdy problem – czyli cokolwiek co budzi ogólny niepokój – musi być umiejscowiony w czasie. Czasie przeszłym lub przyszłym, bo generalnie tu i teraz problemy nie występują. Niezapłacony rachunek, trudne negocjacje, problemy w relacjach – to wszystko nie dzieje się teraz. Każde z tych wydarzeń już miało lub dopiero będzie miało miejsce. Czy teraz warto się nimi zajmować? Na pewno warto podejmować działania, które pozwalają poprawić jakość życia i zapobiec podobnym problemom w przyszłości. Niemniej, takie działania mają na celu zrobienie czegoś dobrego (przede wszystkim – więcej spokoju!) więc nie powinny nosić znamion stresu czy strachu.

W ramach przedłużonego majowego weekendu spróbujcie pomyśleć o kilku rozterkach, które wiszą nad wami od dłuższego czasu i zastanówcie się czy tu i teraz mają one jakikolwiek wpływ na wasze życie.

Liczę, że podzielicie się swoimi obserwacjami z tego zadania w komentarzach. :-)

Comments { 3 }

Życzenia noworoczne (i kilka spraw organizacyjnych)

Witajcie w Nowym Roku :-)

Zacznijmy od spraw organizacyjnych.

  1. Maciek, w swoim komentarzu do postu o Personal Development Quotes zaproponował, by zorganizować to tak, by każdy cytat przychodził do Czytelnika o określonej porze (np. 6 czy 7 rano) SMS-em. Pomysł jest całkiem ciekawy, ale zanim zajmiemy się jego realizacją, warto wiedzieć jak Wam podoba się taka idea. Tutaj jest szybka ankieta na ten temat (nie wymaga rejestracji, wystarczy kliknąć).

    Całość udostępniana byłaby Czytelnikom Personal Development oczywiście za darmo.

  2. Personal Development Quotes przeszły pewien rodzaj reinkarnacji. Techniczne rozwiązanie (tumblr) okazało się niewystarczające dla naszych potrzeb, więc całość została przeniesiona na optymalny WordPress. Dla zachowania KISS, stare cytaty nie zostały skopiowane – dzięki temu “rozpoczynamy” projekt 01.01.2010
  3. Nie musicie zmieniać adresu feedu RSS dla PDQ – http://feeds.feedburner.com/PersonalDevelopmentQuotes jest OK.
  4. Część z Was już zauważyła, że na dole tej strony pojawił się nowy pasek. Na razie testujemy to rozwiązanie, ale dzięki niemu będzie można w łatwy sposób zorganizować spotkania Czytelników tego blogu – nie tylko w wersji live, ale również online!
    Aby korzystać z pełni możliwości jakie oferuje ten pasek możecie już teraz zarejestrować się w usłudze Meebo – więcej szczegółów wkrótce.
  5. Na dolnym pasku pojawiła się również opcja “Zaproponuj temat” – teraz na naszym forum dyskusyjnym możecie dzielić się swoimi lifehackami i poruszać tematy o których chcielibyście przeczytać na łamach tego blogu.

    Najlepsze kąski mamy oczywiście na końcu:

  6. Noworoczny konkrurs! – Jego szczegóły zostaną opublikowane w najbliższym tygodniu, do wygrania nagrody od Briana Tracy’ego i koszulki z logo Personal Development, a żeby było jeszcze bardziej interesująco to Wy ustalacie zasady konkursu! Szczegóły wkrótce (hint: potrzebne Wam będzie konto na flaker.pl)

Te tematy będą się jeszcze przewijać na tym blogu, ale na koniec tego wpisu chcę życzyć Wam wspaniałego roku, kiedy pokonacie swoje limiting-beliefs, zaczniecie oddychać pełną piersią i realizować swoje marzenia ciesząc się każdą przemijającą chwilą.

Pozdrawiam serdecznie
Ludwik

Your success and happiness lies in you.
—Helen Keller

Technorati Token: YWFAY8RXTEVJ

Comments { 2 }

Personal Development Quotes

Różnymi kanałami* spływały do mnie ostatnio informacje, że fragmenty wypowiedzi specjalistów zajmujących się rozwojem osobistym  wpływają na Was tak pozytywnie jak na mnie, postanowiłem wystartować mały side-project dla tego blogu, gdzie będą znajdować się wyłącznie te teksty, które mogą stanowić niezły pozytywny impuls w codziennej pracy. :-)

Idea jest bardzo prosta – nowy blog, na którym codziennie pojawiać się będzie jeden, bardzo krótki, motywujący wpis.

Blog jest możliwie minimalistyczny, możecie już teraz odwiedzić go pod adresem

http://PersonalDevelopmentQuotes.experiencedcreativity.com**

i zasubskrybować – za pomocą feedu RSS lub bezpośrednio na skrzynkę mailową.

Blog jest tak ustawiony, że nowe wpisy będą pojawiać się codziennie, nawet kiedy ja sam jestem offline – a tak będzie przez cały najbliższy weekend :-)

Do zobaczenia na PDQ!

——
* – Mam tu głównie na myśli wiadomości, które dostawałem od Was w sieciach blip, flaker, twitter i facebook. Dziękuję!
** – Dla ułatwienia dodałem również alias http://cytaty.personaldevelopment.pl

Comments { 7 }